Józef Gelbard
Zasada kosmologiczna. ©
Oto pierwszy z serii artykułów przedstawiających w sposób systematyczny główne treści o tematyce kosmologicznej zawarte w książkach, które ukazały się w roku 2010.
Pofantazjujmy o Wszechświecie I. Oscylujący? To nie takie proste ;
Pofantazjujmy
o Wszechświecie II. W głąb materii. Grawitacja w
"podwymiarach"
1. Sformułowanie Zasady. Czy Wszechświat
oscylujący?
Zasada kosmologiczna orzeka, że obserwowane, ogólne cechy Wszechświata
wszędzie są jednakowe, nie są zależne od tego w jakim rejonie Wszechświata
obserwator znajduje się. Zasada ta bazuje na przeświadczeniu, że my nie
zajmujemy miejsca wyjątkowego. Pierwszym w czasach poprzedzających
współczesność, który dokonał zmiany układu odniesienia w badaniach
astronomicznych, czyniąc Słońce obiektem centralnym, detronizując Ziemię do
roli satelity, był Mikołaj Kopernik (1473 – 1543). Pracą swą dokonał on
przewrotu epokowego w sposobie myślenia, stworzył bazę dla rozwoju nauki uwolnionej
z teologicznych imperatywów, sprawił, że przyrodę zaczęto postrzegać jako byt
obiektywny. Zasada kosmologiczna jest tego wyrazem dobitnym, dlatego często
utożsamia się ją z osobą Kopernika, choć w sposób bardziej jawny i dosadny jej
sens wyraził Giordano Bruno, który, jak wiadomo, na mocy wyroku Świętej Inkwizycji, w roku
1600 spalony został na stosie. Cóż, niebezpieczne
idee, a nuż prawdziwe... Czy tylko 400 lat temu?
Zasadę tę przyjmujemy a priori jako
aksjomat (właściwie jedyny w tej pracy) odpowiadający głębii ludzkiej intuicji
poznawczej. Intuicja ta, w przeciwieństwie do niektórych sądów pochopnych,
odzwierciedla właściwie istotę bytu obiektywnego, nie zawsze zresztą w zgodzie
z racjonalizmem działań o charakterze poznawczym.
Na bazie zasady kosmologicznej spróbujemy, w
kolejnych artykułach, zbudować Wszechświat, to znaczy odgadnąć jego zasadnicze,
immanentne cechy. Czy wszystkie potwierdza (i potwierdzi) obserwacja
astronomiczna? Czy wszystkie te cechy spójne są z dzisiejszymi zapatrywaniami?
Także temu poświęcimy nieco uwagi.
Zatem, jakich charakterystycznych cech
Wszechświata powinniśmy oczekiwać bazując na zasadzie kosmologicznej? W
pierwszej kolejności oczekiwać powinniśmy tego, że w całym Wszechświecie budowa
materii jest jednakowa, oczekiwać powinniśmy istnienia tych samych pierwiastków
chemicznych, tych samych cech promieniowania, tych samych właściwości
fizycznych materii. Obserwacja astronomiczna potwierdza słuszność tych
oczekiwań, a więc pośrednio spójność faktów obserwacyjnych z zasadą
kosmologiczną.
Wynikać też stąd może (choć nie musi)
wniosek o istnieniu wspólnoty genetycznej wszystkiego, co stanowi sobą
Wszechświat, pomimo tak znacznego oddalenia większości obiektów.
Uświadomienie tego prowadzi do konieczności rozważenia dwóch opcji.
Zgodnie z pierwszą cechy ciał, substancji, promieniowań są
zdeterminowane i wieczne (czy zachodzą wówczas jakiekolwiek zjawska?). W
przypadku tym sprawa jest raczej zamknięta dla dalszych dociekań, choćby przez
to, że sam czas, manifestujący się istnieniem ciekawości, raczej nie ma
racji bytu (pomijając wątpliwą możliwość istnienia podmiotu). Zgodnie z drugą
istnieje globalny proces ewolucyjny, zmienność, wskazująca właśnie na istnienie
czasu. Wspólnota cech fizycznych materii Wszechświata w tym drugim przypadku
świadczyć by mogła o tym, że kiedyś, dawno temu, wszyscy byliśmy razem,
gdyż rozwój identycznych cech materii wymaga uzgodnienia, może nawet
samouzgodnienia całości. A dziś? Odległości są ogromne. W takim razie ma
miejsce ekspansja. Oczywiście to jeszcze nie wniosek. Kurczenie powszechne też
wymaga czasu, zmienności, a jeśli przy tym ma miejsce, to wcześniej musiała
zachodzić ekspansja (w związku ze wspólnotą cech i koniecznością uzgodnienia).
W tej sytuacji wprost narzuca się myśl o cykliczności Przyrody. To
przymiarka. Swoją drogą, tak niewiele nam było potrzeba, by dojść do powyższych
„ustaleń”. Wystarczyło przyjęcie zasady kosmologicznej i najbardziej
elementarna obserwacja (m.in. widm). Także stwierdzenie naszego istnienia za
fakt.
Wbrew
pozorom nie jest to takie oczywiste (Że istniejemy?). Patrząc ku odległym obiektom
widzimy Wszechświat już nie dzisiejszy [Nie koniecznie z powodu tego, że należy jakiś czas
czekać, aż fotony stamtąd dotrą do nas. Dalej (w innym artykule) zobaczymy, że
powód dla takiego sądu może być zgoła inny.] Czy to, co widzimy jest identyczne z tym, co znamy
z naszego otoczenia? Raczej chyba nie. Wydatny przykład tego stanowią kwazary,
istniejące tylko i wyłącznie bardzo daleko (bardzo dawno). Świadczy
to o istnieniu ewolucji, zmienności. Nie jest więc słuszna tak zwana mocna
zasada kosmologiczna, zgodnie z którą Wszechświat, nie tylko wszędzie, lecz
także zawsze był i będzie taki sam. Wszechświat nie jest statyczny. Ta
Wszystkość jednak się zmienia. Właściwie dopiero odkrycie kwazarów stworzyło
obserwacyjną bazę dla obalenia „mocnej” („uogólnionej”, „drugiej”) zasady
kosmologicznej. Czy zmienność ta godzi także w zasadę kopernikańską? Odległe obiekty wyglądają inaczej – są starsze, z tym, że
niezależnie od kierunku patrzenia. Wszechświat cechować powinna izotropia, a
nawet jednorodność w odpowiednio dużej skali. Sądzę (oczywiście nie tylko ja), że
zmienność, ewolucyjność, nie narusza zasady kopernikańskiej, tak, jakby
istniało globalne samouzgodnienie dotyczace całości. W dodatku, jeśli istnieje
CAŁOŚĆ, to znak, że rozmiarami Wszechświat jest ograniczony. Nie
jest nieskończony. Nieskończoność właściwie wykluczałaby jakąkolwiek ewolucję
(jeśli w skali globalnej, to także w odniesieniu do skal lokalnych. Sporo
wniosków – z jednej tylko przesłanki. A jeśli
mimo wszystko zasada kosmologiczna nie jest słuszna? To wnioski
bazujące na niej doprowadzą nas do sprzeczności z wynikami obserwacji. Uznajmy
więc, przynajmniej roboczo, zasadę kosmologiczna (kopernikańską) za bazę dla
dalszych przemyśleń, tym bardziej, że jak na razie,
nie wiadomo o istnieniu takich sprzeczności.
2. Trzy modele Wszechświata spełniające zasadę
kosmologiczną
Przede wszystkim powinniśmy się liczyć z
możliwością, a nawet koniecznością istnienia kosmologicznego czasu uniwersalnego,
którego pomiar możliwy jest jedynie z naszego stanowiska, jako nasz czas. Dla
nas bowiem wszystkie obiekty oddalone, są młodsze, zegary tam wskazują NAM
godzinę wcześniejszą. Zasada kosmologiczna mówi, że każdy obserwator stwierdza
to samo, co my. Stwierdza on, zgodnie z tym, co zaznaczyłem powyżej, także to,
że odległe (dla niego) obiekty zasadniczo różnią się od tych z jego otoczenia.
Zatem mieszkańcy kwazarów wcale nie sądzą, że ich galaktyka jest kwazarem,
czyli protogalaktyką. Sądzą o nas to, co my o nich. Zasada kosmologiczna
kategorycznie wyklucza możliwość naruszenia tej symetrii.
Tak nawiasem mówiąc oznaczać to może (jeśli nie
powinno), że wszystkie obiekty całego Wszechświata łączy wspólne
pochodzenie, wspólna historia, a jeśli kiedyś powstały, to ich tworzenie
się zapoczątkowane zostało w tym samym momencie. Interesujące, że do tak daleko posuniętego wniosku dojść można już w
wyniku przyjęcia (a priori) zasady kosmologicznej. W gruncie rzeczy jej
przyjęcie pociąga za sobą konieczność przyjęcia tezy, że historia Wszechświata
jest wspólna dla wszystkiego, co stanowi jego zawartość, że istnieje powiązanie
wszystkich jego elementów. Czy to nie zastanawia?
Spróbujmy teraz, bazując na zasadzie
kosmologicznej wyciągnąć wnioski dotyczące dynamiki obiektów mających znaczenie
kosmologiczne. Jaki jest ich ruch? Od razu zauważamy możliwość istnienia trzech
modeli spełniających naszą zasadę. Oto one:
1.Wszystkie
obiekty poruszają się z tą samą prędkością (Z jaką? Dobre pytanie.),
niezależnie od odległości dzielącej obiekty. Nie chodzi tu oczywiście o
„wewnętrzne” prędkości obiektów w układach lokalnych, tylko o prędkości w skali
kosmologicznej, powiedzmy 100 milionów lat świetlnych co najmniej. Dzięki temu
nasze miejsce nie jest wyjątkowe. Czy jednak istnienie innych, tych lokalnych,
prędkości nie kłóci się trochę z tą jedyną i wspólną? Co ze względnością ruchu?
W dodatku pytanie: „Ile wynosi ta wspólna prędkość?”, nie jest pozbawione
sensu, a odpowiedź na nie, nie wydaje się możliwa.
2. Prędkości są
zróżnicowane, z tym, że nie charakteryzuje ich określony rozkład przestrzenny,
co oznacza, że w każdym kierunku patrzenia prędkość średnia w zbiorze obiektów
jest jednakowa. Od razu jednak pytamy: Ile wynosi ta średnia prędkość?
Odpowiedzią może być albo zero, albo prędkość światła, gdyż każda inna prędkość
(„Jaka? Dlaczego ta, a nie inna z nieskończonego zbioru prędkości?”)
niewątpliwie jest bardzo wątpliwa. Zauważmy, że druga możliwość spośród obydwu
tu wymienionych odpada, gdyż prędkość światła zarezerwowana jest tylko dla
fotonów, tym bardziej nie może więc być prędkością średnią. Może więc prędkość
średnia równa jest zeru? Obserwacje astronomiczne potwierdzają istnienie ruchów
względnych galaktyk (w każdym razie ruchów galaktyk względem nas). Na przykład
słynna galaktyka w Andromedzie (M 31) zbliża się do nas z prędkością około 300
km/s. Zasada względności ruchu byłaby więc także tu nieubłagana gdyby nie to,
że mowa tu o prędkości średniej, a nie faktycznie zerowej prędkości wszystkich
obiektów. Zatem możliwość ta jest mimo wszystko do przyjęcia. Czy zatem model
ten odpowiada rzeczywistości? Roztrzygnięcie dać może tylko obserwacja, choć
jeśli opowiemy się za tym właśnie modelem, sprawa jest zakończona. Dalsze
poszukiwania nie mają sensu. Co będziemy potem robić? Pocieszać może tylko to,
że założona tu ,,zasadnicza statyczność” trochę kłóci się z naszym, bardzo
zresztą zmiennym istnieniem, z istnieniem ewolucji w przyrodzie, starzeniem się
i (bardziej naukowo) sukcesywnym wzrostem entropii. Kłóci się też z ustaleniem
(powyżej), że Wszechświat zmienia się. Z jednej strony przyroda wykazuje, wszędzie
i we wszystkich skalach, te same cechy ogólne, z drugiej zaś, cechy te
charakteryzują się zmiennością. Przyroda rozwija się, ewoluuje. Zmienność jest
jej cechą swoistą. Wynika to z obserwacji, także nas samych. Jak się to ma do
modelu drugiego, zaprezentownego powyżej, zakładającego przezcież ogólną,
powszechną statyczność? W każdym razie zgodność jest dość problematyczna. Na
szczęście mamy w zanadrzu jeszcze jedną możliwość:
3. Prędkości radialne są różne i zależą od
odległości, w sposób matematycznie zdefiniowany. W najprostszym przypadku (te
najprostsze przypadki przy opisie przyrody należy preferować, nie bacząc na
człowieka, który zgodnie ze swa naturą wszystko komplikuje) prędkości są stałe
dla danej pary obiektów i proporcjonalne do ich wzajemnej odległości. [Dalej
uznamy, że stały w czasie jest stosunek v/c prędkości obiektu do prędkości
światła.] Im dalej od nas znajduje się określona galaktyka, tym prędkość jej
względem nas jest większa. Tendencja odwrotna nie jest realna, gdyż stworzyłoby
to sytuację, w której najbliżsi sąsiedzi powinni byli poruszać się z prędkością
podświetlną (jeśli nie z prędkością światła), co jest absurdem. Możliwe są
jednak dwa zwroty prędkości: do nas lub od nas. Roztrzygnięcie dać może
obserwacja astronomiczna. Już ta możliwość (odwołania się do obserwacji)
stanowi o przewadze trzeciego wariantu. Zatem Wszechświat zgodnie z tym modelem
bądź się rozszerza, bądź też kurczy. Model taki nie jest już modelem
statycznym. Wszechświat rozwija się bowiem w określonym kierunku, ewoluuje.
Sama zmienność, a w tym zależność pomiędzy
prędkością obiektów, a ich wzajemną odległością, sugerowałaby przy tym bądź
istnienie absolutnego początku (kiedyś w przeszłości) lub dążenie, od
nieskończonego dawna ku ostatecznemu końcowi, sprowadzającemu się do punktu lub
też...cykliczność zmian. Ograniczoność
ilościowa, na którą zwróciłem uwagę powyżej (podkreślenie), sugerowałaby
właśnie to. Co lepsze? To trop godny uwagi. Na możliwość cykliczności
zwróciłem uwagę już powyżej. Dodać do tego można, że pomimo postulowanej tu
proporcjonalności prędkości do odległości, prędkość ta nawet nie osiąga prędkości
światła. Jakżesz to? Zobaczymy dalej. Oto jeszcze
jeden znak, że Wszechświat jest ograniczony rozmiarami.
Zatem, przypuszczać można, że wszystkie
modele zbudowane na bazie proporcjonalności spełniają zasadę kosmologiczną. Czy również model, w
którym proporcjonalne do odległości jest przyśpieszenie? Pytanie to zbija z
tropu wzbudzając wątpliwość, gdyż źródłem przyśpieszenia jest siła, która jest
wielkością wektorową. Kłóci się to z założoną izotropowością Wszechświata. Poza
tym, zgodnie z zasadą kosmologiczną, zgodnie z założeniem
o jednorodności, siły pochodzące od obiektów znajdujących się po
przeciwnych stronach (gdziekolwiek), powinny kompensować się. Siła wypadkowa
działająca na każdy obiekt powinna być więc równa zeru, a to jednak prowadzi do
wniosku o stałości prędkości (określonego obiektu), do zgodności, tak by
stwierdził uczeń, powszechnego ruchu kosmologicznego z pierwszą zasadą
dynamiki.
Mielibyśmy wówczas do czynienia z ruchem bezwładnym. Do
tego stopnia?? Czy mielibyśmy wtedy do czynienia także z "kosmologią
naiwną"? By odnaiwnić rzecz, powiedzmy, że chodziłoby właściwie o
stałość stosunku prędkości obiektu do prędkości światła w związku z tym, że
prędkość radialną wyznacza się obserwacyjnie, bazując na efekcie Dopplera (tam
mowa o prędkości radialnej obiektu promieniującego w stosunku do prędkości światła).
Tym wracamy do roboczego założenia, od którego zaczęliśmy opis modelu
trzeciego... pod warunkiem, że prędkość światła
jest absolutnie niezmienna. A może jednak się zmienia?
Można jednak do sprawy podejść inaczej.
Zasada kosmologiczna jest niemiennicza względem czasu. Oznacza to, że
przyśpieszenie (lub opóźnienie) może mieć miejsce, gdyż w danym momencie
Wszechświat widziany zewsząd jest identyczny. Tym kierować się można przyjmując
możliwość przyśpieszenia (lub opóźnienia) za realną. A co z siłami? Otóż, jeśli
przyjmiemy, że rozszerza się przestrzeń, nie ma mowy o ruchu w sensie
newtonowskim. Zatem "wszystko w porządku". A jeśli wbrew wszystkiemu
chodzi o rzeczywisty ruch rozbiegających się galaktyk? To raczej trudno mówić o
przyśpieszeniu (lub opóźnieniu), a naukę o Wszechświecie należałoby budować od
początku... [Abstrachuję
tu od dzisiejszych usiłowań – z jednej strony OTW z równaniem Friedmanna
(przyciąganie), a z drugiej jakaś ciemna energia napędzana przez stałą
kosmologiczną, mająca działać w przeciwną strone. I by nie było sił, sprawę
załatwia ekspandująca czasoprzestrzeń. Czterowymiarowy balonik, a my na jego
riemanowsko zakrzywionej powierzchni. Może tak jest lepiej.]
3. Model ze stałymi prędkościami i jego w konfrontacja z modelami
przyjętymi dziś.
Najpierw jednak należy udowodnić, że taki
model jest w ogóle zgodny z zasadą kosmologiczną.
Wyobraźmy sobie cztery galaktyki: A, B, C, D,
równooddalone od siebie, tworzące jedną linię prostą.
My
zamieszkujemy galaktykę B. Jeśli ruch tych galaktyk ma charakter
kosmologiczny (realizują określoną wspólną dla wszystkich ogólną tendencję), to
albo wszystkie oddalają się, albo też wszystkie zbliżają się. Przyjmijmy, że
się oddalają. Galaktyka C oddala
się od nas z prędkością v. Z tą samą prędkością oddala się galaktyka D
od galaktyki C (w związku z założoną proporcjonalnością prędkości do
odległości). Wynika stąd, że galaktyka D oddala się od nas z prędkością
2v. Galaktyka A oddala się od nas w kierunku przeciwnym, także z
prędkością v. To stwierdzamy my. A co stwierdza mieszkaniec galaktyki C?
Otóż my oddalamy się od niej z prędkością v, tak samo jak galaktyka D
w przeciwną stronę, a galaktyka A z prędkością 2v. Według
mieszkańców galaktyki A galaktyka D oddala się z prędkością 3v.
To samo stwierdzają mieszkańcy galaktyki D w odniesieniu do
galaktyki A. Zatem, niezależnie od tego, na której galaktyce znajduje
się obserwator, rozkład prędkości galaktyk sasiednich jest identyczny. Mamy
więc zgodność z zasadą kosmologiczną. Można przypuszczać, że spełniają ją
właściwie wszystkie modele zbudowane na bazie proporcjonalności.
Dziś
sądzi się powszechnie, że rozwiązaniem kwestii jest przyjęcie, że ewentualne
rozszerzanie się (lub kurczenie się) nie jest związane z faktycznym ruchem,
lecz jest wynikiem zmian metryki przestrzeni. Czy słusznie? Będzie o tym mowa
niejeden raz dalej. Ale dajmy na to, że w związku z tym właśnie możliwe jest
przyśpieszenie (daje tę możliwość doktryna o rozszerzającej się przestrzeni,
czyli odejście od modelu newtonowskiego). Samo przyśpieszenie byłoby, zgodnie z
zasadą kosmologiczną, proporcjonalne do odległosci. W sytuacji tej narzucają się od razu pytania:
Jaka jest przyczyna przyśpieszenia? Czy chodzi o przyśpieszenie „na zewnątrz”? Pomimo,
że grawitacja działa w przeciwną stronę, pomimo, że ogólna teoria względności
opisuje wyłącznie przyciągające działanie grawitacji (jeśli nie liczyć tzw.
stałej kosmologicznej, wprowadzonej przez Einsteina i przez niego odrzuconej
jako "największa pomyłka w jego życiu")? Czy samo przyśpieszenie w
danym momencie obserwacji rośnie wraz z odległością? Jeśli na zewnątrz, to
przyśpieszenie kwazarów powinno być bardzo duże... Ale przecież tam (wtedy)
grawitacja była najsilniejsza, najsilniej spowalniała ekspancję. "Chyba
raczej przyśpieszenie maleje"... A jeśli odwrotnie – maleje wraz z odległością, to najbliższe
nam galaktyki oddalają się (lub zbliżają) z największym przyśpieszeniem. Jakim?
Tego się przecież nie obserwuje. Malenie przyśpieszenia wraz z odległością jest
więc także raczej nie do przyjęcia, tak, jak i wzrost. Patrząc na to oczami
Friedmanna, sądzimy, że raczej opóźnienie malejące z czasem (wskutek grawitacji
coraz słabszej w miarę ekspansji) stanowi o dynamice Wszechświata. Problemy
horyzontu i płaskości jakoś się rozwiążą*. W tej mniej więcej
sytuacji dokonano obserwacyjnego odkrycia: osłabione świecenie odległych
supernowych. Znów fakty zaskoczyły świat nauki. A gdy jest zaskoczenie,
to każdy pomysł, szczególnie "jednego z naszych", osłabia motywację
do poszukiwań na bazie tego, co już wiadome. I tak pojawiła się ciemna energia,
od razu zresztą skojarzona ze stałą kosmologiczną. Cały świat już wie (...) o
istnieniu ciemnej energii, tym bardziej, że uhonorowano już jej głównych
rzeczników i badaczy nagrodą Nobla (Adam Riess, Brian Schmidt, Saul Perlmutter –
2011). W kontekście naszych
aktualnych rozważań przyjęcie istnienia ciemnej
energii jest jednak gołosłowne. Przecież budujemy wszystko od zera. A sama „ciemna energia”? Ta ciemna energia, ponoć
dawniej, wskutek silniejszej powszechnej grawitacji (Wszechświat był mniejszy),
przyśpieszała ekspansję słabiej, a nawet, przed upływem ok. siedmiu miliardów lat po Wielkim Wybuchu miało miejsce na razie jeszcze, grawitacyjne
spowolnienie ekspansji. Patrząc na galaktyki bardzo odległe, a tym bardzo młode, powinniśmy więc oczekiwać nawet
opóźnienia TAM ekspansji, czyli pojaśnienia
supernowych. A u nas? Powinniśmy stwieredzić,
że przyśpieszenie spowodowane przez ciemną energię powinno być
największe, gdyż dziś, wskutek ekspansji przestrzeni,
grawitacja jest słabsza, niż dawniej (w mniejszym stopniu kompensuje więc
ciemną energię). Zatem supernowe najbliższych galaktyk powinny świecić dużo słabiej (ta właśnie
obserwacja stanowiła powód dla wymyślenia ciemnej energii), niż właśnie
swiecą... Warto się zastanowić. W jednym z kolejnych artykułów sprowadzę ciemną energię do niebytu, wskazując na możliwość zgoła innego
wyjaśnienia efektów obserwacyjnych, rzekomo świadczących o przyśpieszeniu
ekspansji. Wróćmy jednak do naszych aktualnych dociekań.
Dla pełności
obrazu: Chyba,
że Wszechświat się zapada... Teoretycznie możliwa jest także ta opcja.
Uprzedzając tok wynurzeń, jakie by się pojawiły w związku z tą możliwością
stwierdzam rzecz wiadomą dziś szerokiej publiczności. Z obserwacji wynika, że
Wszechświat (aktualnie) rozszerza się. Wariant zapadania się w tym kontekście
odpada. [Jak się przekonamy później,
to wcale nie takie oczywiste (i potrzebne jest jeszcze
jedno kryterium), gdyż także podczas kontrakcji będzie przesunięcie widm ku
czerwieni (?). Cierpliwość niektórych wystawiam na próbe, ale nie ma rady.]
Zatem jak się Wszechświat
rozszerza? Czy zgodnie z modelem przedstawionym powyżej (galaktyki A, B, C,
D), to znaczy z prędkościami
proporcjonalnymi do odległości? Może jednak przy tym przyśpiesza? Na razie
jednak możliwość tę, a także możliwość przyśpieszonej kontrakcji, odłóżmy na
później. Być może już ten prostszy model, w którym prędkość względna dwóch
określonych obiektów jest stała, zbieżny będzie z danymi obserwacyjnymi. Jeśli
nie, będzie jeszcze o czym rozprawiać, będziemy też dysponować bazą ku temu.
4. Rozmiary Wszechświata
A teraz zwróćcie uwagę. W przypadku
prędkości bardzo dużych, relatywistycznych, w odniesieniu do obiektów
najbardziej oddalonych, prędkość względną obliczamy w inny sposób. Również
odległość wzrasta (od obiektu do obiektu) inaczej, wolniej, w sposób
zsynchronizowany ze wzrostem prędkości, przy zachowaniu proporcji, którą
postuluje zasada kosmologiczna. Chodzi o to, że w związku z ograniczeniem
możliwej prędkości do prędkości światła c, także odległość ma swój kres
górny. Oznacza to, że rozmiary Wszechświata są też ograniczone. Wcześniej doszliśmy do tego bazując raczej na przesłankach
filozoficznych. To wzmacnia naszą tezę. Wszechświat nie może być
nieskończony w swych rozmiarach! Zauważmy istnienie zbieżności rozwoju,
ewolucji, ukierunkowanego jednoznacznie ruchu, ze skończonością, z
ograniczonością przestrzenną Wszechświata. Z całą pewnością to nie
przypadek.
Czy bazując na
powyższym ustaleniu można wyznaczyć rozmiary Wszechświata? Otóż można, w
związku z założoną proporcjonalnością prędkości radialnej (względem nas)
galaktyk do ich odległości, oraz w związku z istnieniem kresu górnego prędkości
(c). Oczywiście pod warunkiem, że tę proporcjonalność wykryjemy
obserwacyjnie. Proporcjonalność tę zapisać można w następujący sposób: v/r = const. Rozmiary Wszechświata (R)
odpowiadałyby prędkości światła (c). By je wyliczyć, należałoby
jedynie... wyznaczyć wielkość współczynnika proporcjonalności (tej stałej –
const). Należałoby więc odwołać się do obserwacji. To
bardzo ważne ustalenie.
Do tego wszystkiego można było dojść już w
wiekach szesnastym, siedemnastym. Inna sprawa, że model ostatni (trzeci) z całą
pewnością nie byłby preferowany. Nawet w początkach XX wieku nauka dotrzegała
właściwie tylko możliwość drugą (przyjętą bez głębszej
refleksji) za jedynie istniejącą (nie jako fakt, lecz jako bezwzględnie
preferowaną możliwość). Na poglądzie tym bazował Eintein wprowadzając w swych
równaniach pola (OTW) stałą kosmologiczną, dającą
możliwość odpychania (z czego się po niedługim czasie wycofał nazywając rzecz, swą największą pomyłką). Mimo wszystko
to była genialna intuicja (zważywszy na to, że minęło
już sto lat od jego prac nad ogólną teorią względności), jednak wbrew pozorom
nie w związku z rzekomym istnieniem ciemnej energii, lecz w związku z
dualnością grawitacji, której poświęcony jest cykl artykułów w sąsiednim (też
moim) blogu. Wiedza o Wszechświecie była bowiem wówczas zbyt uboga.
Nawet nie wiedziano, że poza naszą Galaktyką istnieją miliardy innych. A w
czasach Galileusza, tym bardziej. To, że
Giordano Bruno fantazjował (i źle skończył), jeszcze niczego nie zmienia. Niezalenie
od tego zmiana nawyków myślowych jest procesem bardzo powolnym. Tak nawiasem
mówiąc, to jedna z przyczyn kryzysu jaki czeka nas (jego pierwsze forpoczty już
dają się nam we znaki), niewątpliwie w konsekwencji intensywnego rozwoju
technologicznego. Złapał nas ten rozwój nie przygotowanych mentalnie.
Apokalipsa? Nie, tylko kryzys, jedynie w skali pewnej małej planety. Wróćmy do
Wszechświata. Doszliśmy do wniosków daleko idących, zbudowaliśmy w zasadzie
zręby modelu Wszechświata. A tak niewiele nam było do tego potrzeba.
Wszystko teraz zależy od wyników obserwacji astronomicznych. Jeśli nie
potwierdzają słuszności modelu, który idziemy
zbudować ( na
bazie proporcjonalności prędkości i odległości, jako wniosku z zasady kosmologicznej),
to albo należy poszukać innego rozwiązania sprawy, zgodnego z zasadą
kosmologiczną, albo zasada ta nie jest słuszna. Ten wniosek pozostawiłbym
jednak na sam koniec.
*) O problemach tych mowa będzie w
innym miejscu. Ich "rozwiązanie" stanowi hipoteza inflacji. Na tematy te
wypowiedziałem się już w blogu: "Niekonwencjonalna wizja
Wszechświata", w Pierwszej serii artykułów, zajmujących się grawitacją u
jej źródeł.
Kontakt:
madajg@gazeta.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz