Józef Gelbard
Friedmannowskie modele kosmologiczne
Artykuł ten, oraz
następny, w gruncie rzeczy stanowią
historyczne tło dla meritum rozważań, które przedstawione zostaną w dalszych
artykułach. Mimo wszystko sygnalizują one odejście od tradycyjnego,
powszechnie przyjętego widzenia spraw. Już choćby dlatego nie
uważam za celowe wnikanie tu w szczegóły powszechnie znane. Rzecz opisana
została w licznych książkach, sporo informacji uzyskać można w sieci. Piszę o
tym, gdyż w całokształcie swych usiłowań stwarzam alternatywę dla koncepcji
przyjmowanych dziś. Chodzi więc także o ich uwypuklenie.
W roku 1916 Einstein definitywnie zakończył pracę nad ogólną teorią
względności. Już po roku podjął próbę zastosowania tej teorii dla celów
kosmologicznych. Było to zanim Hubble ogłosił swoje prawo. W tych czasach
obowiązującym był model Wszechświata statyczny, płaski, nieskończony,
jednorodny i izotropowy; zgodny zresztą z zasadą kosmologiczną (odpowiadał
modelowi 2 opisanemu w artykule pierwszym).
Einstein, by otrzymać taki właśnie Wszechświat postanowił w swych równaniach
dołożyć człon o nazwie „stała kosmologiczna”. Model bazujący na tak
zmodyfikowanych równaniach nie przewidywał oczywiście przesunięcia ku
czerwieni. W tym samym roku de Sitter na bazie równań Einsteina (ze stałą
kosmologiczną) zbudował model quasi stacjonarny choć całkiem pusty, pozbawiony
materii. Wszechświat w tym modelu stanowiła geometria zakrzywionej
czasoprzestrzeni, zakrzywionej zgodnie z równaniami Einsteina. Do testowania
tego modelu posłużyć się można ciałem próbnym, wszystko oczywiście na papierze.
Gdyby wszechświat taki zapełnić galaktykami, byłby Wszechświatem ekspandującym,
choć nie koniecznie. Zależnie od sposobu interpretacji jest to model statyczny
lub dynamiczny. Obserwatorzy oczywiście mogą dojść do porozumienia, na bazie
ogólnej teorii względności, widząc rzecz jako dwie strony tego samego medalu.
Model ten przez wielu uznawany jest za model stacjonarny.
Stacjonarność tego modelu uzasadnia przede wszystkim wprowadzenie stałej kosmologicznej.
Uczynił to Einstein, by dostosować równania pola do wymogów obowiązującego
ówcześnie (jako opcja najbardziej do przyjęcia) modelu Wszechświata:
jednorodnego, nieskończonego i stacjonarnego. W pozbawionym materii modelu de
Sittera uwzględniona została stała kosmologiczna. To w pierwszym rzędzie, nie
wnikając w wymowę równań matematycznych, stanowi o "statyczności".
Jednakże w modelu tym czynnik skali wzrasta proporcjonalnie do e^Ht, a więc w
sposób wykładniczy. Stąd "dynamiczność". Być może, między innymi tym,
kierował się Alan Guth tworząc model inflacyjny początków Wszechświata. Także
pusty jest Wszechświat w modelu Milne`a, ale ten pozbawiony (już) jest stałej
kosmologicznej. Z całą
pewnością model de Sittera i inne, bazujące na OTW, które pojawiały się
już w latach dwudziestych ub. wieku, mają właściwie znaczenie historyczne. Dziś mamy historyczne nowości.
W roku 1922 Aleksander Friedmann (Rosja)
znalazł nowe rozwiązania równań ogólnej teorii względności, mające modelować
Wszechświat, nowe w związku z tym, że wbrew postanowieniu Einsteina, nie
uwzględnił stałej kosmologicznej. Z równań tych wynika możliwość rozwoju
Wszechświata (być może nawet realnego) zgodnie z jednym z trzech modeli, w
zależności od jego masy, a właściwie średniej gęstości. Po krótkim czasie, w
szczególności po odkryciu Hubble’a (1929),
uznał Einstein wprowadzenie stałej kosmologicznej za błąd i przyjął
friedmanowskie rozwiązania równań pola za słuszniejsze. Przebieg rozwoju
Wszechświata według trzech wspomnianych modeli znaleźć można z łatwością w różnych źródłach. Do
zagadnień tych wrócimy w innym miejscu, w kontekście innych rozważań i z
uwzględnieniem prostych środków matematycznych.
Interesujące (z punktu widzenia historii
nauki) jest to, że jednak w koncepcjach kosmologicznych drugiej połowy
dwudziestego wieku, ten zarzucony pomysł stałej kosmologicznej powrócił do łask (Czy dlatego, gdyż wyczerpała się
inwencja twórcza?). Czy dlatego, gdyż łatwiej było przyjąć mniej abstrakcyjny
model Wszechświata statycznego i nieskończonego, który... ekspanduje? W sytuacji tej pomysł
ciemnej energii trafił na podatny grunt. Czy dlatego, że
jest słuszny? Chyba raczej nie. Meandry.
Oto trzy modele friedmannowskie.
Model otwarty – Wszechświat rozszerzać się będzie w nieskończoność, gdyż
jego średnia gęstość jest zbyt mała, (grawitacja jest zbyt słaba), by zahamować
nieograniczone rozszerzanie się. Model krytyczny, graniczny – o nim
więcej dalej. Jeśli średnia gęstość (a więc i masa) Wszechświata jest
odpowiednio duża, ekspansja jego ulegnie zatrzymaniu i rozpocznie się
kontrakcja, aż do zapadnięcia się całości w osobliwość*, od której wszystko się
zaczęło (tak powszechnie się rzecz wyobraża) – model zamknięty. Czy właśnie taki jest Wszechświat? Być może
Wszechświat realny pulsuje na przemian ekspansją i zapadaniem się? Model krytyczny stanowi granicę między otwartym, a zamkniętym. Sądząc po tym, że
matematycznie jest to granica punktowa, krytyczny rozwój Wszechświata jest
właściwie czymś nieprawdopodobnym lub też, (Uwaga!) rozwój krytyczny jest
jedyną możliwą opcją. Pozwalam sobie na taki właśnie
sąd. Co wtedy z pozostałymi dwoma modelami?
Jak widać mamy nowy powod do zastanowień, tym
bardziej, że sam "start" Wielkiego Wybuchu nie jest przewidywany
przez ogólną teorię względności. Energia próżni,
inflacja, to inny paragraf. Sprawami początków Wszechświata zająłem sie już w
serii artykułów poświęconych grawitacji dualnej, w mym drugim blogu. Jak widać, do kamienia filozoficznego jeszcze daleko.
Problemem dynamiki Wszechświata zajmować się będziemy
niejeden raz, w różnych kontekstach.
Modele te, jak widać, zakładają, że
prędkość, a właściwie tempo ekspansji zmniejsza się, podobnie jak w przypadku
ciała rzuconego do góry. Nie jest to jednak zbieżne z poglądem zaprezentowanym
w tej pracy. Zgodnie z nim prędkość względna galaktyk jest stała w czasie, a
prędkość ekspansji równa jest dokładnie c (pojęcia te sprecyzowałem w
poprzednich artykułach). Stała pomimo, że Wszechświat ma także pulsować. Jakżesz
to? Zobaczymy później. Do dyskusji na ten temat jeszcze wrócimy.
Trzy wspomniane modele będące
rozwiązaniami równań pola Einsteina-Friedmanna stanowią do dziś podstawę
kosmologii. To, jak realny Wszechświat rozwija się, co „nas” czeka, zależy od
jego masy, a właściwie gęstości średniej, której stosunek do gęstości
krytycznej nazwano parametrem gęstości W. Okazuje się, wskazują na to wyniki
obserwacji, że realny Wszechświat ewoluuje (najprawdopodobniej) zgodnie z
modelem krytycznym (W = 1). Wcale nie znaczy to, że zawsze
tak będzie. Kto wie, może ewolucja Wszechświata przebiega tak, że wszystkie
trzy modele są w niej reprezentowane i stanowią określone jej etapy? Wrócimy
jeszcze do tego przypuszczenia, nie koniecznie by je poprzeć.
W ciągu krótkiego czasu, jeszcze w latach
dwudziestych, namnożyło się sporo modeli Wszechświata, bazujących na ogólnej
teorii względności. Stanowiły one doskonałą bazę intelektualną i heurystyczną
dla odkryć, które przyszły potem. Najwcześniejszym było odkrycie Hubble’a.
Modele, którym poświęcony jest ten rozdział nie straciły na aktualności, nawet
uwzględniane są przez najbardziej współczesne teorie. Innym modelom poświęcam w
swej pracy niewiele miejsca, gdyż na ogół nie korespondują z prezentowaną tu
koncepcją, a poza tym mają tylko znaczenie historyczne. Co innego modele
Friedmanna, pomimo, że „ideologicznie” nie w pełni pasują do mojej wizji świata.
Przedstawiłem je między innymi po to, by uwypuklić swe zapatrywania. Ogólnej
teorii względności nie odrzucam. Bez cienia wątpliwości akceptuję ją, bo
lepszej dotąd nie wymyślono. Uważam jednak, że teoria ta znakomicie opisuje
układy, natomiast w odniesieniu do opisu Wszechświata, który jest sam w sobie
absolutną jednością i „wszystkością”, traci (kto wie) swą adekwatność. Nie ma
bowiem skąd przypatrywać się Wszechświatowi, bo poza nim przestrzeń nie
istnieje, nie istnieje układ odniesienia. Pogląd ten jakby sprzeniewierza
się sposobowi myślenia badaczy, dla których ogólna teoria względności
(stosowana do opisu Wszechświata) jest codziennością ich badawczego warsztatu.
Sądzą oni (intuicyjnie, choć intuicja w znacznym stopniu bazuje właściwie na
tym, co tworzy aktualną wiedzę), że istnienie wielu wszechświatów lub chociażby
materii poza horyzontem jest jak najbardziej do przyjęcia. Sam horyzont bowiem
ma właściwie tylko znaczenie „łącznościowe” (Wspominałem
już o tym w poprzednim artykule. Będzie też o tym dalej.). Pogląd ten,
jak sądzę, jest także wyrazem kurczowego przywiązania intuicji do wszechświata
statycznego i nieskończonego (to już psychologia). Jeśli chodzi o ogólną teorię
względności, to, jak się dalej okaże, istnieje jeszcze jeden aspekt ograniczonego
zakresu jej stosowalności.
Na zakończenie (i przy okazji) wypada
wspomnieć o pracach belgijskiego kosmologa, Georgesa Lamaître, który doszedł (1927) niezależnie
od Friedmanna i przed odkryciem Hubble`a, do bardzo podobych wniosków, pomimo,
że zachował w swych równaniach stałą kosmologiczną. W swych dociekaniach
próbował też zmodelować sam wielki wybuch. Tym właściwie zasługuje na miano
„ojca wielkiego wybuchu”, choć nie on wprowadził tę nazwę. Wybuch ten
poprzedził, według niego, stan „pierwotnego atomu” (tak to nazwał) o rozmiarach
trzydzieści razy większych niż Słońce. W wyniku jego eksplozji powstał
Wszechświat, który do dziś ekspanduje.
Aktualnie kosmologia czerpać może nadal z
dobrodziejstwa niewyczerpanych możliwości jakie pozostawia do dyspozycji
uczonych ogólna teoria względności, choć ich mnogość bynajmniej nie czyni nas
bliższymi jednoznaczności bytu obiektywnego. Nie ma obawy. Przyroda nie da się
nakłonić do wymowy równań jeśli nie będą jej wyrażać
w sposób absolutny. Można więc swobodnie i spokojnie szukać dalej śladów
kamienia filozoficznego.
*) By wykluczyć punktowość, czyli nieskończoną
małość, kłócącą się z realnością bytu materialnego, osobliwość traktować można
jako obszar o rozmiarach plankowskich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz